Dom Nad Kwisą

Dom Nad Kwisą

niedziela, 24 lipca 2016

Środek lata

Ani się obejrzeliśmy a tu już prawie połowa wakacji i sam środek lata. Na obserwowanych blogach jakoś spokojnie się zrobiło-czyżby przesilenie? U nas też jakaś mała przerwa była. Kilka robót rozpoczętych, sporo drobnych prac odłożonych na później. W dalszym ciągu trwają prace nad elewacją.
Dobre określenie tych prac to "powolutku". Ale nie ponaglamy. Mistrz Feliks pracuje we własnym tempie...
Prace przy północnej stronie elewacji przekroczyły półmetek. Trochę martwi nas kondycja piaskowcowego ościeża do stajni, ale to przed nami.

Na wykonanej już wschodniej części elewacji prace zostały zwieńczone montażem obróbki z blachy ocynkowanej. Nie będzie już podciekania deszczu i śniegu.

Wykonaliśmy jeszcze jedne ważne zadanie. Wyrównana została podłoga w dużej łazience.
Teraz już można będzie położyć podłogę z kafli.

Jak to zwykle bywa popracowaliśmy jeszcze przy elektryfikacji, skosiliśmy trawę i już po dniu.

Pozdrawiamy!


P.S.
Na życzenie Rezedy zamieszczam zdjęcia drzwi do Siedziby.
Rok 2007





Rok 2011
A aktualnie jak wyżej;)
To te same drzwi, tylko dodatkowo pokryte deskami.

niedziela, 19 czerwca 2016

Nowa twarz Siedziby

Długo oczekiwaliśmy tej zmiany. W końcu nastąpiła - renowacji poddana została część elewacji. Na razie najmniesza, ale bardzo nas ucieszyła. A oto ona:
No i jakoś tak jaśniej się zrobiło od strony Kwisy!
Staraliśmy się o uzyskanie stanu zbliżonego do pierwowzoru czyli gładkie przetarcia obramowania na brzegach oraz wypełnienie barankiem. Nie było to proste. Cały tydzień Mistrz Feliks na zmianę klnąc i stukając młotkiem pozbywał się starego tynku. Według Feliksa tynk wykonany był na bazie płukanego żwiru rzecznego i wapna, niestety prace naprawcze wykonywane były z użyciem cementu, co pogorszyło sprawę. W niektórych miejscach stary tynk trzeba było odbić aż do gołego muru i na nowo wypełnić. Na to poszła tzw. wyprawa czyli to co widzimy. Nie stosowaliśmy żwiru płukanego. Feliks zastosował tzw. maszynkę do nakładania zewnętrznej warstwy. Z efektu końcowego jesteśmy zadowoleni!
Musimy jeszcze zabezpieczyć elewację przed zaciekaniem. Otóż górna część budynku - ta wykonana z fachwerku jest "cofnięta" względem ścian parteru. Powoduje to podciekanie wody do ścian oraz gnicie poziomych belek spoczywających na ścianach. Problem zlikwidujemy z użyciem obróbek z blachy ocynkowanej, która odpowiednio wygięta przymocowana będzie do dolnej części belki i omijając występ ściany odprowadzi wodę poza jej obrys.
Mistrz Feliks otrzymał zlecenie wykonania elewacji na widocznym fragmencie jej frontowej strony. Póki co różnica widoczna gołym okiem.

Inną nowością jest wstawienie dodatkowych dwóch okien od strony zachodniej.

Jak podejrzewamy pierwotnie widoczna część budynku wykonana była z fachwerku jednak uległa zniszczeniu i dokonano jej naprawy murując z cegły kompletną ścianę. Zmieniło to diametralnie rasowy wygląd budynku. Myślimy, że w tym miejscu istniały również otwory okienne. Postanowiliśmy je odtworzyć.
Wstawione zostały dwa okna uzyskane jak to u nas "z odzysku". Ich ostateczny kształt ulegnie małym modyfikacjom tak żeby były zgodne z pozostałymi oknami w budynku. Być może zastosujemy tu także zamykane okiennice chroniące okna na zachodniej elewacji przed wiatrami.

Ogólnie rzecz biorąc ta strona Siedziby stanowi obecnie największy problem aranżacyjny dla nas. Trzeba będzie dopasować jej wygląd do całości. Być może z zastosowaniem metody jaką już znamy czyli wykonania fałszywego fachwerku tak jak widać na fragmencie obok rynny albo idąc na skróty i tnąc koszty wykonania powstanie tylko malowany wzór belek. Zobaczymy co przyniesie czas.

Tymczasem po wstawieniu okien i wykonaniu podłogi w ostatnim pomieszczeniu powstała całkiem fajna przestrzeń do zagospodarowania.

Okna doświetliły tę część budynku, a brak sufitu i wgląd na konstrukcję dachu sprawia niesamowite wrażenie.
To dopiero atrakcja podziwiać kunszt geometrii przestrzennej tej ciesielskiej konstrukcji!
Jednak nie ma róży bez kolców. Dopiero teraz obnażył się kiepski stan zachodnie części budynku. Niegdyś, zaraz po zakupie zabezpieczyliśmy budynek przed wodą nabijając na deski od strony wewnętrznej folię. Teraz trzeba będzie to przemyśleć i poprawić.

Ściany z niewypalonej cegły po uzupełnieniu ubytków zostały otynkowane gliną pochodzącą z odpadów  starych cegieł.
No a praktyczny Władek od razu stworzył swoją "jaskinię",
nie zapominając przy tym o zabezpieczeniu pomieszczenia przed dziećmi.

Jeszcze tylko trochę popracowaliśmy elektryfikując kolejny pokój:

I dzień dobiegł końca. Szczególnie, że zbliżała się burza.

Do zobaczenia Siedzibo!

niedziela, 24 kwietnia 2016

Ostatni pokój.

Jak już pisaliśmy w poprzednim poście remontujemy ostatnie zrujnowane pomieszczenie. Nie wiem czy to pokój, czy pomieszczenie. Nieważne. Grunt, że ostatnie!
 Remont tego miejsca to spore wyzwanie ze względu na rodzaj podłoża z jakim mamy do czynienia. Na szczęście nasz Mistrz Feliks "czuje" taką robotę.














Duża rozpiętość pomiędzy betonowymi progami nie stanowiła dla Feliksa problemu. Wszystkie legary zostały oparte na podłożu, wypoziomowane i w sprytny sposób  połączone. Wykorzystaliśmy do budowy tej konstrukcji stare belki odzyskane z demontażu podłogi w innym starym domu.





























W dwóch fragmentach belki nie zachowały ciągłości gdyż naruszyłyby poziom ale nie stanowi to problemu.





























A tu powyżej widok na przeciwną stronę.



 W końcu w tę sobotę dojechały płyty OSB. Niestety nie udało nam się jeszcze zdobyć odpowiednio starego materiału do wykończenia podłogi. Póki co muszą wystarczyć widoczne płyty. Nie są piękne jednak stanowią one idealny podkład wyrównujący.
 
 Zrobiło się równo. No i udało się zlicować poziom podłogi w pokoju i korytarzu.


Dzięki wyrównaniu podłoża uwypukliły się piękne cegły z niewypalonej gliny.


 Wypełnienia pól fachwerku wymagają jednak prac wykończeniowych.


 Zrobiło się płasko i równo. Kwestia ewentualnego ocieplenia i wykończenia sufitu pozostaje otwarta.





























Ubytki w ścianie z niewypalonej cegły dają się łatwo naprawić. Szczególnie, że w okolicy mamy miejsce pozyskiwania gliny.

A na koniec postawiona została ostatnio przywieziona szafa, którą Władek poddał renowacji. Ciekawe czy to jej ostateczne miejsce, czy jeszcze "powędruje" po domu aż najdzie swoje miejsce.

No i tyle z tego, co udało się zrobić przez ostatnie dwa tygodnie. Pozdrawiamy.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wiosna - no to do roboty!

Prace ruszyły wraz z promieniami wiosennego słońca. Promienie wpadały przez okno w ostatnim niewyremontowanym pomieszczeniu.

Ale po kolei. Podczas remontu ceglanego stropu w stajni usunęliśmy to co zalegało na cegłach na piętrze. Po pierwsze żeby odciążyć strop, po wtóre aby zbadać stan tej części budynku. Bardzo dużo piasku i ziemi zalegającej na stropie wysypaliśmy. No i tak zostanie. Dom nie ma tzw. wieńca i duże dociążenie stropu prze na ściany powodując ich rozchodzenie się. Trzeba to było zatrzymać. Przy okazji doszliśmy do wniosku, że zachodnia ściana budynku wykonana z fachwerku została rozebrana i w jej miejscu powstała ściana wymurowana z cegły. Kiedy - trudno określić ale wymiary cegły wskazują na lata 30-te XX wieku. Strona zachodnia narażona była i jest na największe opady, bo akurat taką mamy przypadłość, że wieje najczęściej z tej strony. Pewnie fachwerk nie wytrzymał...






































Mistrz murarski Feliks wykonał betonowe progi, na których spoczną legary pod przyszłą podłogę.






















Materiał podwójnie oryginalny po pierwsze stary - z innego starego domu, a po drugie też pochodzący z podłogi! Jeszcze trochę pracy przed nami, ale szykuje się duże pomieszczenie.





































Razem z elementami podłogi przywieźliśmy też odnowioną przez Władka szafę.





















Tymczasem kolejna szafa znajduje się już w obróbce. Władek ma zajęcie.





































W każdym pomieszczeniu coś się dalej robi.






















Elektryfikacja kolejnych pokoi postępuje.
















Kolejne bibeloty znalazły swoje miejsce na oknach.

No i już tyle o pracy. Mamy za to ciekawe informacje o byłych mieszkańcach Nawojowa Łużyckiego czyli przedwojennego Sächsisch Haugsdorf. Odezwała się do nas prawnuczka byłych mieszkańców wsi o nazwisku takim samym jak "nasi" niegdysiejsi właściciele domu. Opisała nam kilka ciekawych opowieści m.in że nazwisko Lachmann nosiło bardzo dużo rodzin w byłym Nawojowie Łużyckim, a wzięli się oni przeważnie z Gersdorf - dzisiejszego Gierałtowa na drodze małżeństw. Tam to dopiero Lachmanów było! Bardzo prawdopodobne więc, że to odległa krewna mieszkańców Siedziby. Co ciekawe pierwszy powojenny właściciel naszego domu - Pan Szwed otrzymał wraz z domem ziemię no właśnie - w Gierałtowie. Z opisu dowiedzieliśmy się, że pradziadkowie mieszkali w innej części wsi do 30 czerwca 1946 roku kiedy to musieli opuścić swój dom, którego już nigdy nie zobaczyli. Dostaliśmy nawet starą fotografię. Dom stoi do dnia dzisiejszego. Przesłaliśmy aktualne jego zdjęcia, które przywróciły wspomnienia. Teraz czekamy na dalsze wieści, które Pani Angela ma pozyskać wśród krewnych. A poniżej zdjęcie które otrzymaliśmy.



Pozdrawiamy ciepło i wiosennie!


wtorek, 8 marca 2016

Co nowego?

Co nowego? Ano jak zwykle trochę postępujących zmian. Na razie nie ruszyliśmy cyklinowania kolejnych pomieszczeń, myślę że na to przyjdzie czas już niedługo. Krótkie zimowe dni nie sprzyjały akurat tym pracom. Nie oznacza to, że w Siedzibie zastój. Pomalutku, powolutku do przodu. Skoro nie czas na prace wykonywane na mokro to zajęliśmy się drewnem.



















Czyli uzupełnione zostało deskowanie sufitów metodą już przez nas opanowaną. Dzięki temu nie hula już wiatr we wszystkich pomieszczeniach.



















Skoro sufity, to i podłogi zostały nareszcie położone! W pomieszczeniach na piętrze użyliśmy do tego przestruganych desek tarasowych łączonych na tzw. obce pióro.





































Do pokoju nad kuchnią przylega mała łazienka, która również otrzymała drewnianą podłogę.




















Chodziło nam o uzyskanie efektu zbliżonego do istniejących starych desek podłogowych, które ostatnio wycyklinowaliśmy. Nadal myślimy na ostatecznym wykończeniem kolorystycznym drewna.



















Przyszedł też czas na kolejny pokój...


















a właściwie jego umeblowanie,



















pomalutku, w starym siedzibowym stylu.



















A wszystkiemu przygląda się aniołek.

Z innych spraw - nawiązała z nami kontakt prawnuczka jednej z przedwojennych mieszkanek Nawojowa Łużyckiego, ale o tym następnym razem.

Pozdrawiamy z nad Kwisy!