Dom Nad Kwisą

Dom Nad Kwisą

wtorek, 1 listopada 2011

A jednak!

A jednak nasza ostatnia wizyta nie okazała się ostatnią przy pięknej pogodzie. Zdziwiliśmy się bardzo, ale wcale nam taka ładna pogoda nie przeszkadzała a wręcz przeciwnie!
Ściana domu z odrośniętą winoroślą
Jak zwykle trochę roboty się zawsze znajdzie. Teraz to już raczej prace porządkowe przed zimą, ale zawsze.
Pole przed budynkiem nieco nam zarosło chwastami. Przyszła dobra chwila, żeby potraktować je (chwasty) kosą i spalić. Strasznie zdrewniałe były pędy niektórych roślin, ale kosa dała radę. W głębi widać prace na byłym ogródku. To niezawodni jak zwykle Chłopcy pod dowództwem Władka.

Tymczasem ja zająłem się praca przy rozłupywaniu kloców pozostałych po ściętych lipach. Wkomponowały się powoli w otoczenie i jeszcze trochę i byśmy o nich zapomnieli. Nic z tego! Znalazły swoje miejsce.

Zajęci z dala od drogi wiejskiej usłyszeliśmy pewne znane nam już odgłosy! To nasz sąsiad Marek podjechał swoim bolidem do odśnieżania zaprezentować postępy w pracy. Oto one:
 Jak widać pojazd został wyposażony w pług do odśnieżania.
 Marek zaprezentował nam działanie mechanizmu obracania pługu - odśnieżać będzie na tą stronę, na którą obróci pług; jego wysokość regulowana jest elektrycznie mechanizmem napędzanym silnikiem od wycieraczek i przekładnią łańcuchową.
 Silnik został przykryty maską
Jeszcze trochę pozostało do oblachowania i parę innych szczegółów, z którymi Marek poradzi sobie bez problemowo!! Czekamy na próbę pierwszego śniegu z niecierpliwością.


Tymczasem drzewo zostało rozłupane i przeniesione na swoje miejsce (trochę jeszcze zostało).
Efekt - zapas drzewa powiększył się wyraźnie!


Po południu przyjechał nasz Pan Czesio i dokonał ważnej czynności. Ale od początku - podczas ostatniej wizyty Wuja Leona odkryliśmy błędy w konstrukcji dachu nad budynkiem gospodarczym - zamontowano zbyt mało szpilek w murłatach. Objawiało się to "wykręcaniem" murłat do zewnątrz budynku ( murłaty to te belki leżące na murze). Niby mało widoczne, ale lepiej było przeciwdziałac, bo w przypadku np. dużych opadów śniegu dach mógłby odjechać. Pan Czesio wykonał stalowe łączniki na tzw. śrubę rzymską i połączył ze sobą obie murłaty tak aby nie oddalały się od siebie. No cóż - wszystko trzeba sprawdzać trzy razy, bo już dwa to nawet za mało.

Tak więc Wuj Leon może być spokojny - zadanie wykonane!!!

Dzień chylił się ku końcowi. Chłopcy uporządkowali teren i pojechali. Wygląda już dość równo, ale jeszcze na wiosnę trochę poprawimy.

Ogień zaczynał się już dopalać w jesiennym słońcu...
Czas było wracać. Jeszcze ta nadchodząca zmiana czasu na zimowy brrr.

Ostatni rzut oka na to co czeka nas w przyszłym sezonie i pojechaliśmy.

Pozdrawiamy znad Kwisy!!

5 komentarzy:

  1. Kolejny raz skręciło mnie z zazdrości na widok jeździdła Pana Marka. Może jeszcze jedna zima i przepychanki z gminą o odśnieżanie i będziemy zmuszeni coś podobnego sobie zrobić. Chociaż nie sądzę, aby cokolwiek było w stanie dorównać temu pojazdowi :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. z takim profesjonalnym sprzętem to praca idzie gładko. U nas też praca wre, ale najbardziej profesjonalnym sprzętem jaki posiadamy jest stara siekierka i też jest fajnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam cały blok jednym tchem ! dom jest cudny - przemiana nieziemska - z niecierpliwością czekam na nowe wieści ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Riannon: podobno na niektórych parkingach używają do tego celu wysłużone "maluchy" czyli Fiaty 126 są niezłe bo mają tylny napęd; wystarczy dorobić pług!
    Wit, Wonne Wzgórze:póki co nie wiadomo czy pług jest pierwsza klasa i czy stara siekierka nie jest bardziej profesjonalna - okaże się już niedługo.
    CraftyMoly: miło nam, że podoba się Tobie nasza praca. Witamy w naszym gronie!

    OdpowiedzUsuń