Dom Nad Kwisą

Dom Nad Kwisą

poniedziałek, 25 lipca 2011

Wielka woda

W sobotę jadąc przez Nowogrodziec mieliśmy przedsmak tego co czeka na nas w Nawojowie. Kwisa nie zmieściła się w korycie i wylała obok mostu na drodze w kierunku Lubania, na szczęście udało się przejechać, ale już wiedzieliśmy. Kilka dni ciągłych opadów i zaczął się zrzut wody z zapór koło Riannon. No cóż tego można było się spodziewać.
















Jak widać Siedziba dzielnie się trzyma.

Widok za płot; koryto Kwisy normalnie znajduje się za linią drzew. Do poziomu podwórza brakuje około 2-3 metrów!!!

Oceniliśmy, że nic nie zagraża  Siedzibie, sprawdziliśmy piwnice pod kątem zalania - ale ani śladu wody! Można było przystąpić do pracy.
Na początek oczyszczenie wiaty. Zgromadziliśmy pod nią na zimę cegły i kamienie tworząc istne lapidarium. Chodziło o zabezpieczenie materiału przed wodą i śniegiem. Co gorsza wkradł się bałagan i trudno było się poruszać, o znalezieniu potrzebnej rzeczy nie wspominając. A więc wszystkie cegły i kamienienie  na palety!
Dokończyliśmy (prawie) brukowanie wjazdu do budynku gospodarczego.
W międzyczasie Stasiu zajmował się sklepieniem.
Pomalutku, małymi kroczkami odsłania spoiny następnie je fuguje. Widać jeszcze nie zrobiony środek jednego łuku.

Woda pomalutku zaczęła opadać...
Kiedy przyszedł czas wyjazdu łąka obok Siedziby zaczynała się ponownie odsłaniać.

Podsumowując. Woda to ogromny żywioł. Dobrze, że istniejące zbiorniki retencyjne pozwalają w pewnym stopniu na możliwość wpływu na zachowanie rzeki. Gdyby ich nie było.... Siedziba na pewno pamięta czasy wielkich powodzi z przed daty budowy zbiorników. Oby służyły jak najdłużej!!!!!


Pozdrawiamy znad szerokiej Kwisy!!!

poniedziałek, 18 lipca 2011

Tynkarski zawrót głowy!

No tak! Spanie w Siedzibie daje satysfakcję. Oprócz pobytu jest więcej czasu na remont. Tak więc wyruszyliśmy w piątek pełni zapału do pracy. Marek nie mógł przerwać roboty i dopiero około północy dał spokój i poszliśmy spać. Nazajutrz przywitała nas piękna letnia pogoda.
Nie ma co. Chmurki wyglądają jak przerobione w "Photoshop'ie"

Niby z zewnątrz Siedziba trochę zarosła, ale prace we wnętrzu nie pozwalają na zbytnie zajmowanie się otoczeniem.
A tak zaczyna wyglądać duża izba:


- coraz bliżej malowania; no jeszcze sufit do "wygładzenia", podłoga do cyklinowania i pędzle w dłoń.
A Marek tynkuje i tynkuje...wstał o 4.30 i stwierdził, że dobra temperatura do pracy. Teraz tynkował w kuchni:
A tutaj poniżej drzwi wejściowe do "komory" - jeszcze przed renowacją, ale piaskowcowe ościeże od strony kuchni wygląda obiecująco. Być może (na co liczymy) drzwi kryją malowidła pod warstwami farby olejnej??
A oto Władek przy pracy - likwiduje piękny różowy rzucik na piaskowcowym ościeżu. Warunki pracy bardzo utrudnione.









                              A oto efekt pracy.
W poprzednim poście można zobaczyć jak ościeże wyglądało przed powyższą operacją.











No środek chałupy środkiem, a na zewnątrz docięliśmy podkład kolejowy i wkopaliśmy go wyznaczając wjazd do budynku gospodarczego. Po czym przystąpiliśmy do prac brukarskich

Jeszcze tylko rzut obiektywem na wnętrze stajni (robota Stasia).

Stasiu oczyścił i zafugował już około 3/4 sklepienia - trochę się już zmęczył, ale walczy nadal!!!

No i zostawiłem Władka, bo przyjechała po mnie Magda i zabrała mnie z powrotem. Władek z Markiem zostali do wieczora, bo jak to stwierdził Marek "Panie jeszcze tyle tynkowania, no nie można przerywać!"

No i dzień dobiegł końca w Siedzibie już beze mnie, ale jak odgraża się Władek "W sobotę robimy - no nie?"

Pozdrawiamy znad Kwisy

niedziela, 10 lipca 2011

Noclegowo!

Tym razem prace w Siedzibie na wniosek naszego Mistrza Tynkarskiego - Marka rozpoczęte zostały już w piątek. Władek z Markiem przenocowali na miejscu i w sobotę z samego rana działali dalej. Sobota przywitała ich takim oto wschodem słońca:
Właśnie taki widok mieli oboaj przy porannej kawie na tarasie.
Powyżej stolik kawowo-śniadaniowy.
W tygodniu Siedzibę odwiedził  stolarz- Franek. Zamontował wykonany przez siebie parapeto-stół w kuchni:
W ten sposób rozwiązaliśmy problem obudowy schodów do piwnicy.
Franek zajął się również naprawą drewnianej podłogi w dolnej dużej izbie. Wymienił dorobione deski, dzięki czemu będzie można już niedługo wycyklinować podłogę!
Jak widać izba zaczyna coraz bardziej zbliżać sie do stanu, który można określić jako "gotowy do prac wykończeniowych".

Pozostał jeszcze sufit oraz parę drobnych szczegółów.

Marek nacierał z robotą w tempie nieznanym nam do tej pory wśród miejscowych wykonawców.
Dodam, że Marek przyjechał można powiedzieć " w delegację" z Wrocławia razem z Władkiem.

Po skończeniu prac w dużej izbie przeniósł się z robotami do małej izby tzw. komory.


Tutaj w komorze pracy zdecydowanie mniej. Raz ze względu na małe wymiary, dwa że stopień zniszczenia o wiele mniejszy. Podłoga i sufit na przykład tylko do odświerzenia. Przy okazji okazało się, że te widoczne na górze różowe ościeże jest wykonane z piaskowca - trzeba będzie je odsłonić w znany nam sposób.

Inne pomieszczenia nadal cierpliwie czekają...
jak choćby to widoczne na zdjęciu powyżej.

Tymczasem parking spełnia już swoją rolę!
O sklepieniu w stajni nie wspominam szerzej - tam Stasiu cierpliwie dłubie w spoinach. Jak skończy zdam relację.
Na zakończenie chyba ostatnia już odsłona "sztuki naiwnej" czyli wesoły miś (już go nie ma - zniknął pod tynkiem).
No i tyle było w ten trochę dłuższy weekend. Pozdrawiamy z  nad Kwisy!!!

poniedziałek, 4 lipca 2011

Prace trwają

Pomimo nie sprzyjającej aury prace w Siedzibie trwają w najlepsze.
















Czyli ogarnianie dolnej izby.

Ponadto niekończąca się opowieść o sklepieniach w stajni: cegła wychodzi na światło dnia.
 Tak wygląda porównanie części odsłoniętej i tej jeszcze nie ruszonej.
 Fugowanie szczelin.
 Spory fragment już naprawiony!
Mamy nadzieję, że wytrwałość Pana Stasia nie zgaśnie i zaskakująco dla nas odsłonimy wszystkie cegły sklepienia. A już pogodziliśmy się z myślą o tynku na sklepieniu.

 Poza pracami we wnętrzu Siedziby dojechał bazaltowy grys..
..który udało nam się rozplantować (nie do końca) na przygotowanym tydzień temu podłożu.
No i parking (prawie) gotowy pomimo deszczowej pogody.

Rachu - ciach jak mawiał niegdyś mój znajomy i trzeba było wracać, ale nie ma jak dobre zaplanowanie prac. Wtedy wszystko idzie jak trzeba!!!!

Pozdrawiamy z nad deszczowej Kwisy!!!