Dom Nad Kwisą

Dom Nad Kwisą

poniedziałek, 28 listopada 2011

Wspomnień czar.

Jako, że rok zbliża się do końca można trochę powspominać. Zimę jak dobrze wszyscy pamiętamy pożegnaliśmy bez żalu. Lato było deszczowe, a jesień która jeszcze trwa - mamy suchą i ciepłą.
Pracy wykonaliśmy w tym roku sporo - nawet więcej niż zakładaliśmy ale zawsze lepiej przekroczyć założenia w tym kierunku.
Pierwotny wygląd budynku i jego otoczenia z przed czterech lat - jaki zastaliśmy zmienił się diametralnie (przynajmniej w naszych oczach) i wygląda obecnie tak:

Wykonaliśmy remont dachu, podczas którego wymieniliśmy bodaj 2/3 karpiówki i w końcu woda przestała zalewać budynek! Ogrom dachu przedstawia środek kryjący się pod dachówkami:

Wnętrze domu mozolnie przeobraża swój wygląd od takiego:
jakie było nam dane zobaczyć
do dzisiejszej "fazy przejściowej"

Otoczenie budynku zaczęło się "wygładzać"
tak jak parking, który powstał w miejscu niegdysiejszej stodoły.


Trwały prace murarsko- kamieniarskie połączone z wymiana okien.

I tak dotrwaliśmy do jesieni. Już wszystkie liście poopadały z drzew otaczających Siedzibę. Czas na Panią Zimę. Oby szybko i łagodnie przeszła!!!

Na zakończenie sezonu Władek poprzymierzał w sieni oprawy oświetleniowe "z epoki". To tak na zapas, bo zimno już i wracać trzeba było, bo dzień krótki.

Trzymajcie się ciepło!
Pozdrawiamy znad Kwisy!!

niedziela, 13 listopada 2011

W końcu !!!!

W końcu odnaleźliśmy stare zdjęcie Siedziby!!! Do tego stało się naszą własnością! Kilkuletnie przeszukiwanie internetu przyniosło efekt! Oto on, a właściwie Ona czyli Siedziba na starej fotografii:

Fotografia najprawdopodobniej została wykonana w roku 1908 i przedstawia mieszkańców. Niestety nie jest opatrzona żadnymi zapiskami. Niezaprzeczalnie jest to Nasz budynek.


A tak wyglądała wczoraj w listopadowym słońcu:
To samo tylko jakieś sto lat później.....

Bardzo ucieszyła nas ta fotografia. W końcu wiemy jak wyglądała stodoła, po której została tylko podmurówka. Winorośl rośnie dzielnie do dnia dzisiejszego (chociaż mocno przycięta). Płot mówi sam za siebie. Chyba niegdyś na podwórku przed budynkiem rosło drzewo. Dzięki fotografii dowiedzieliśmy się, że nawet tuż po wojnie przed ceglanym płotem biegła droga, dopóki nie wylano asfaltu na polnej drodze przechodzącej przez naszą działkę dzieląc ją na dwie osobne. Władek powiedział, że nabrał głębokiego szacunku do tej starej drogi i ceglanego ażurowego płotu.

Poszukiwania dalszych zdjęć trwają.
Pozdrawiamy znad Kwisy!!!



wtorek, 1 listopada 2011

A jednak!

A jednak nasza ostatnia wizyta nie okazała się ostatnią przy pięknej pogodzie. Zdziwiliśmy się bardzo, ale wcale nam taka ładna pogoda nie przeszkadzała a wręcz przeciwnie!
Ściana domu z odrośniętą winoroślą
Jak zwykle trochę roboty się zawsze znajdzie. Teraz to już raczej prace porządkowe przed zimą, ale zawsze.
Pole przed budynkiem nieco nam zarosło chwastami. Przyszła dobra chwila, żeby potraktować je (chwasty) kosą i spalić. Strasznie zdrewniałe były pędy niektórych roślin, ale kosa dała radę. W głębi widać prace na byłym ogródku. To niezawodni jak zwykle Chłopcy pod dowództwem Władka.

Tymczasem ja zająłem się praca przy rozłupywaniu kloców pozostałych po ściętych lipach. Wkomponowały się powoli w otoczenie i jeszcze trochę i byśmy o nich zapomnieli. Nic z tego! Znalazły swoje miejsce.

Zajęci z dala od drogi wiejskiej usłyszeliśmy pewne znane nam już odgłosy! To nasz sąsiad Marek podjechał swoim bolidem do odśnieżania zaprezentować postępy w pracy. Oto one:
 Jak widać pojazd został wyposażony w pług do odśnieżania.
 Marek zaprezentował nam działanie mechanizmu obracania pługu - odśnieżać będzie na tą stronę, na którą obróci pług; jego wysokość regulowana jest elektrycznie mechanizmem napędzanym silnikiem od wycieraczek i przekładnią łańcuchową.
 Silnik został przykryty maską
Jeszcze trochę pozostało do oblachowania i parę innych szczegółów, z którymi Marek poradzi sobie bez problemowo!! Czekamy na próbę pierwszego śniegu z niecierpliwością.


Tymczasem drzewo zostało rozłupane i przeniesione na swoje miejsce (trochę jeszcze zostało).
Efekt - zapas drzewa powiększył się wyraźnie!


Po południu przyjechał nasz Pan Czesio i dokonał ważnej czynności. Ale od początku - podczas ostatniej wizyty Wuja Leona odkryliśmy błędy w konstrukcji dachu nad budynkiem gospodarczym - zamontowano zbyt mało szpilek w murłatach. Objawiało się to "wykręcaniem" murłat do zewnątrz budynku ( murłaty to te belki leżące na murze). Niby mało widoczne, ale lepiej było przeciwdziałac, bo w przypadku np. dużych opadów śniegu dach mógłby odjechać. Pan Czesio wykonał stalowe łączniki na tzw. śrubę rzymską i połączył ze sobą obie murłaty tak aby nie oddalały się od siebie. No cóż - wszystko trzeba sprawdzać trzy razy, bo już dwa to nawet za mało.

Tak więc Wuj Leon może być spokojny - zadanie wykonane!!!

Dzień chylił się ku końcowi. Chłopcy uporządkowali teren i pojechali. Wygląda już dość równo, ale jeszcze na wiosnę trochę poprawimy.

Ogień zaczynał się już dopalać w jesiennym słońcu...
Czas było wracać. Jeszcze ta nadchodząca zmiana czasu na zimowy brrr.

Ostatni rzut oka na to co czeka nas w przyszłym sezonie i pojechaliśmy.

Pozdrawiamy znad Kwisy!!