Dom Nad Kwisą

Dom Nad Kwisą

niedziela, 16 grudnia 2012

Zimno się zrobiło...

....i ponownie spadł śnieg. Co prawda przedświąteczny ruch już się pojawił na A4 ale czas najwyższy było zobaczyć co tam w Siedzibie. Śnieg już nieco stajał, ale ujemne temperatury w sobotę jak najbardziej zostały. Taki też obrazek w kuchni przywitał Władka.

Zimno na sam widok, ale są na to sposoby, które od razu wykorzystał.


Herbata od razu poprawiła nastrój i podniosła temperaturę wewnętrzną, a rozgrzany piec temperaturę otoczenia.

W końcu w izbie pojawiła się powiększona reprodukcja starej fotografii domu. Miejsce jeszcze nie ostateczne ale można już się zadumać patrząc.
Jakiś czas temu w Siedzibie zaczęły się pojawiać oryginalne stare chomąta.


Teraz powoli znajdują swoje miejsca na ścianie stajni. Chociaż wnętrze stajni wymaga jeszcze wiele pracy; Władek zaczyna jednak wyprzedzać fakty. Stoły nawet wjechały (zrobione z oryginalnych boków starych młockarni).

W komorze zaś pojawił się na stojaku fajny sprzęt :))

A tymczasem na zewnątrz zimowo...



Co do piesków z naszego poprzedniego posta dom znalazła już trójka. W dalszym ciągu domu szukają trzy suczki. Odsyłamy do poprzedniego posta.

Pozdrawiamy ciepło!!!!


wtorek, 27 listopada 2012

Kto przygarnie szczęnięta ???

Na gorącą prośbę świeżo upieczonych "psich rodziców" zamieszczamy zdjęcia szczeniąt. Domu szukają cztery suczki po mamie owczarku niemieckim i ojcu bliżej nieznanym nicponiu. Pieski przebywają obecnie w okolicy Bielan Wrocławskich. Wszystkie informacje bezpośrednio u właścicieli pod numerem telefonu 504-400-978.





A na ostatnim zdjęciu - Mamusia.

niedziela, 18 listopada 2012

Korzystamy z pogody.

No! Zima postraszyła ale jakoś nie spieszy się do nas. I bardzo dobrze! Zawsze jeszcze coś tam można zrobić. Co prawda mróz chwycił i zamarzła nam woda, ale co tam!
No to po kolei. Tym razem Władek sam przeciskał się przez mgłę do Nawojowa Łużyckiego. Dotarł nieco później ze względu na ograniczoną widoczność na drogach.
trochę pourządzał po swojemu. Jak zwykle.
Ale zaczął od  dokończenia dachu na naszej kapliczce.

Potem przystąpił do posadzenia paru roślinek. Musiał z tym poczekać aż rozmarznie trochę grunt.

Bluszcz powinien trochę poprawić wygląd betonowego wzmocnienia słupa i pnia kapliczki.

A tutaj poniżej wyniki  meblowania komory. Wjechały sprzęty z epoki. Szafka, stół i ...




 ....łóżko, w którym brakuje jeszcze kilku elementów ale co tam echt orginal!


 Udało się dokończyć malowanie ościeżnicy drzwi z izby do komory.



Czas pomyśleć o firankach! Macie jakieś propozycje? Chyba trzeba będzie zrobić rajd po znanych nam miejscach!
No i w drogę - wieczór szybko zapada!

Pozdrawiamy!

wtorek, 6 listopada 2012

Powoli kończymy sezon.

Śnieg znikł - równie szybko jak się pojawił. W zasadzie jakieś prace można wykonać już wyłącznie we wnętrzu domu, pod warunkiem, że napalimy w piecach. Tak było i tym razem. Elektryfikacja postępuje i krok po kroku pojawia się światełko w kolejnych oknach Siedziby.

















Pstryk! I już się świeci - jakie to proste.















Nawet to miłe jak obejrzy się znane nam miejsca w innym oświetleniu.















Na wypadek przerw w dostawie prądu zabezpieczyliśmy zastępcze źródło oświetlenia - latarenkę na świece.















Ościeżnica drzwi w komorze została pomalowana.














W izbie zawisł kolejny obraz,















a także stare lustro w oryginalnej ramie z "zębami wilka", o czym można więcej poczytać na blogu Mateus.



















Na zewnątrz praktycznie już bez zmian














Sporo pracy juz zaplanowanej czeka na przyszły sezon jak choćby dokończenie tarasu południowego.
Przy nim (tarasie) Władek posadził winorośl. Mamy nadzieję, na to, że się przyjmie.
 Dotarły również elementy wyposażenia stajni czyli chomąto z uprzężą,

A na koniec gwóźdź programu czyli dwa oryginalne mosiężne gwoździe, które Władek odzyskał przy okazji remontu drzwi kuchennych. Oczyszczone trafiły na swoje stare miejsce.
Tak wcześnie robi się teraz ciemno, że ani się spostrzegliśmy już "wyszedł" czas.

Tyle w telegraficznym skrócie.Pozdrawiamy znad Kwisy!


niedziela, 28 października 2012

Oj tam zaraz zima!

Straszyli, straszyli od kilku dni. Wszędzie, w każdym wydaniu pogody, w gazecie i w informacjach radiowych. Zima idzie! Opony zmieniajcie! Akurat nam z Władkiem wyjazd wypadł z przyczepą, a tu takie sensacje zapowiadają. Rano stwierdziliśmy w sobotę, że wcale nie pada i pewnie około dziesiątej zupełnie się wypogodzi i zaświeci słońce. A jechać było trzeba - Władek wyszykował dwie pary starych drzwi; dobrze było by je zamontować!
Tymczasem około dziesiątej zaczęło dopiero sypać! Nic to dojechaliśmy na miejsce i szybko rozpaliliśmy w piecach. A taki widok mieliśmy przez okno:




No fajnie, zrobiło się ciepło, napiliśmy się herbaty i do roboty!

Ja zająłem się długo oczekiwanym rozpoczęciem elektryfikacji pomieszczeń. Na pierwszy plan poszło pudełko wyglądające jak bombonierka w opakowaniu zastępczym, kryjące wewnątrz smakowite kąski: komplet starych zupełnie nieużywanych włączników światła!!!
 TA DAMMM!!! Oryginały jeszcze z metką. Komplet jednobiegunowych porcelanowych włączników nadtynkowych.

Władek zabrał się do montażu drzwi. Na początek między kuchnią a komorą powiesił gotowe odrestaurowane drzwi, które musieliśmy odtworzyć od nowa. Tak wyglądały pierwotne drzwi:

...które poddaliśmy operacji usunięcia powłok malarskich. Dokonał tego znany już w okolicy Pan Stanisław z Leśnej. Niestety drzwi okazały się być nadpalone a oto ich smutny widok po kąpieli w sodzie kaustycznej:
Władek wytropił w okolicy podobne równie stare drzwi o zgodnych wymiarach. Oto efekt jego pracy:
A tak prezentują się z drugiej strony czyli od komory:
 Tymczasem moja praca również przyniosła miły dla oka efekt. Pojawiło się oświetlenie kuchni:
 Władek przystąpił do trudniejszej pracy czyli montażu ościeżnicy i zawiasów w celu powieszenia drugich przywiezionych przez nas drzwi; czyli wiszących pomiędzy komorą a izbą. W tym celu pojechał najpierw do Franka - stolarza po dorobione wg wzoru ościeża. Ale na początku przed odnowieniem wyglądało to tak:
Po odebraniu od Pana Stanisława z kąpieli sodowej tak:
A po zamontowaniu już tak:
Oczywiście do zakończenia prac jeszcze trochę pozostało. M.in. trzeba wybarwić ościeżnicę, a od strony izby jeszcze oczyścić ją po szpachlowaniu. Najważniejsze, że pomieszczenia już się zamykają.
Chcieliśmy jeszcze popracować ale rozdzwoniły się telefony z domów, że pogoda, że śnieg, no fakt cały czas padało a temperatura zaczęła lecieć w dół. Do tego wiatr się nasilał. Szybko pozbieraliśmy więc to co mieliśmy zabrać ze sobą i wyszliśmy na zewnątrz, a tam.....
Obrazek jak ze stycznia. do tego jeszcze przyczepa...



No cóż. w drogę. Z powrotem też było nieźle. Ledwo ujechaliśmy kawałek drogi a tam korek na autostradzie bo był wypadek. Uciekliśmy objazdem. Przez drogi boczne. Jechaliśmy chyba dwa razy dłużej. Wszystko dokładnie zasypane. Pobocza, znaki drogowe ośnieżone, wiatr i coraz ciemniej, my bez mapy z przyczepą na letnich oponach...Ufff - dojechaliśmy ale czy to już czas na opony zimowe przecież jeszcze przed nami święta data zmiany opon - Wszystkich Świętych....

Pozdrawiamy gorąco!