Dom Nad Kwisą

Dom Nad Kwisą

niedziela, 15 kwietnia 2012

Zduńska sprawa.

Święta, święta a po świętach...ciepełko!! ma się rozumieć za sprawą pieców.
Słowo się rzekło i herbata na święta mogła zostać ugotowana. Jak już pisałem - piec kuchenny był gotowy na Wielkanoc. Pierwszy ogień rozpalił w nim Zdun, natomiast kolejne rozpalenie wykonali gospodarze w imieniu gospodyń. Herbata smakowała baaaaardzo!
No ale piec kuchenny - kuchennym. Jechaliśmy w sobotę zobaczyć co powstało w izbie. Dla przypomnienia i małego prównania - jak wyglądało to miejsce w 2007 roku tuz po kupnie domu:
Hmm - w tym czymś upakowana była ogromna podkowa ogrzewająca trzy pomieszczenia z grzejnikami plus kafle grzejące w izbie. Jak rozbieraliśmy to monstrum (choć z zewnątrz wygląda całkiem normalnie) kafle rozpadały się w rękach  - tak były przepalone.

A tak wygląda to teraz:
Co prawda prace jeszcze trwają i trzeba jeszcze to i tamto poprawić pomalować itd. itp. ale w pomieszczeniu zrobiło się CIEPŁO za sprawą pieca, co prawda Zdun przepalił w nim lekko tak żeby powoli zaczął schnąć, ale odbiór techniczny przeprowadzony.
Pierwotnie piec miał być przewężony u góry jednak z braku odpowiedniej ilości kafli powstał w tej formie.
Za to wyposażony został w centralnej części bajerancki ogrzewany schowek ze specjalną żaluzją z tyłu do regulacji przepływu powietrza, a z przodu w ażurową chromowana kratkę. Podobno są różne nazwy w Polsce na taki schowek. W naszym otoczeniu funkcjonowała nazwa "duchówka", ale słyszałem tez o "szabaśniku" i "ciepliku". Może znacie inne?

Po prawej stronie pieca, zgodnie z pomysłem Zduna powstaje miejsce na podręczne składowanie drewna opałowego; nadbudowana ścianka kryje dostęp do wyczystek rur dymowych obu pieców i rewizje przewodów kominowych.


W trakcie pobytu dokonaliśmy ostatecznego rozprawienia się z mieszanką siana, plewów, desek, cegieł itp. brudu zalegających na stryszku budynków gospodarczych. Powstało sporo wolnego miejsca, które doskonale nadaje sie na składzik rzeczy potrzebnych ale nie mających swojego miejsca jak np. stara dachówka.

W końcu można było posprzątać na dole. Efekt - mamy nieco więcej drewna na opał!
Pod koniec dnia Władek uzupełnił kuchenne półeczki kubkami i innymi gadżetami...
...na koniec usiadł przy stole kuchennym do herbaty obmyślając co dalej
Pozdrawiamy znad Kwisy!

14 komentarzy:

  1. Bardzo ładny piecyk kafelkowy. Też taki mieliśmy.. aż pewnego dnia postanowił nas zaczadzić (nieudanie) ;d. Zemsta była słodka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech... rozmarzyłam się- nasz kuchenny to rozpadające się truchło,ze o pokojowym nie wspomnę, ale miło popatrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ślicznie u Cb :-) Uwielbiam takie piece , są takie 'z dusżą' :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładnie wygląda. Źle wróżę tylko białości podstawy pieca w trakcie użytkowania (z własnego doświadczenia). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super piece, trochę inne przez tę podstawę, ale zgrabnie to wszystko połączone; zdun spisał się na medal, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne piece. Zdun taki za czas jakiś przydałby mi się, bo zamierzamy "przestawić " piec kuchenny i zmienić mu kafle na wymarzone. Białość podstawy pieca w trakcie uzytkowania, jak pisze wyżej Przemek, będzie z pewnością umowna, ale cóż to szkodzi. Będziecie myć codziennie w ramach fizkultury. Ja znam okreslenie "dochówka" (gdzie miano potrawę dochować do odpowiedniego momentu), z którego wzięła się duchówka. W Galicji popularny był termin szabaśnik. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. A zimą to palenie tylko w tych piecach, czy może jest centralne? Chyba coś kiedyś o tym pisaliście, ale przyznaję się, że nie pamiętam dokładnie
    Pozdrawiam ciepło ze stolarni :)

    OdpowiedzUsuń
  8. robią wrażenie! i nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na obłędnie piękny czajnik i "bolesławce" na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pasjonujące- a efekty robią wrażenie. Jeszcze inna nazwa duchówki to bradrura. Szkoda, że nie zgraliśmy się czasowo- rozbieraliśmy identyczny piec w idealnym stanie, ale nie było na niego chętnych:(.Ludzie nie wiedzą, co dobre. Wreszcie dowiedziałem się, do czego pierwotnie służyły żeliwne płyty wykorzystane w domu w kilku dziwnych (i to mnie właśnie zmyliło) miejscach.Drzwi do kuchni mają chyba jakąś polichromię? datowane? No i widzę kilka tutejszych mebli- wprawdzie brakuje szuflad, ale mebel nadal stojący w domu, do którego go zamówiono to wartość sama w sobie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie szkoda tych kafli....Jeszcze nie dobraliśmy się do drzwi kuchennych, zresztą nie bardzo wiemy jak to zacząć. Nie noszą żadnych widocznych informacji (daty itp.) Wiele warstw farby olejnej zapowiada się obiecująco pod kątem odkryć. Meble faktycznie miejscowe - czekają na swój czas.

      Usuń
  10. Dziękujemy za pozytywne komentarze i cieszymy się, że piece się podobają. Jeszcze dużo pracy z wykończeniem wnętrz przed nami. Pozdrawiamy!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Piece są przepiękne! Strasznie o takich marzę.
    Bardzo ładna również kuchenna półeczka z dzbankami z Bolesławca, które kolekcjonuję.

    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  12. Piec w tej formie jest piękny swoją prostotą, dobrze się stało. Grzeje nawet przez monitor!
    Ja znam duchówkę i przy niej zostaję.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam! od dłuższego czasu podczytuję i twój blog, marząc o piecu u rodziców, przy którym rozgrzewało się zmarznięte nogi po wyczynach saneczkarskich. mój mąż ma na ten schowek jeszcze inną nazwę; kiedyś jego brat w poznańskim odwiedził krewnych. A że akurat wychodzili dokądś tam, gospodyni dała mu klucze od mieszkania i rzekła; weź sobie tam obiad z wemborka (a może węborka?). Długo szukał! Aż przyszła gospodyni i sama dala mu jeszcze ciepłe po kilku godzinach nieobecności!
    piece i kuchnię pozazdrościć.. Pozdrawiam, marzycielka

    OdpowiedzUsuń