Dom Nad Kwisą

Dom Nad Kwisą

niedziela, 15 lipca 2012

Renowacja starych drzwi i kamiennego ościeża - kolejny krok.

Od jakiegoś czasu podążała za nami myśl, że coraz bardziej odnawiamy wnętrza, a coraz mniej myślimy o drzwiach tkwiących od lat w Siedzibie. No cóż zawsze coś innego i ważniejszego.
Dzięki uprzejmości Riannon już w zeszłym roku uzyskaliśmy namiary na kogoś bardzo pomocnego w tej dziedzinie. Mianowicie Pana Stanisława od sody kaustycznej. W tejże sodzie, a właściwie jej roztworze pogrzanym do 70 stopni poddaje się kąpieli stare meble itp. wyroby w celu usunięcia warstw farby. Ręcznie to robota na wieczność. Po telefonicznym umówieniu się z Panem Stanisławem pojechaliśmy do Siedziby już w piątek, gdyż właśnie rozpoczynał on rozgrzewanie wanny z sodą. Tak więc wypadło nam z noclegiem. Drzwi zostały dostarczone do warsztatu, Pan Stanisław zaś osobiście zawitał do nas w celu zdemontowania ościeżnic drzwi do oczyszczenia. Sami nie chcieliśmy ryzykować demontażu. Co doświadczenie, to doświadczenie. Przy okazji zdemontowania opasek ościeżnicy odsłoniły się resztki dawnego wystroju ścian w Izbie.
Jak widać ściana pomalowana była w kolorze szaro - błękitnym. Na tymże tle naniesione były wzory za pomocą wałków malarskich i to w dwóch kolorach! Białym i atramentowym. Kto by dzisiaj to odtworzył? Sam pamiętam jeszcze ściany malowane wałkami w latach wczesnych siedemdziesiątych. No i znaleziska na strychach poniemieckich domów w postaci różnorakich wałków z różnymi  wzorami, które ktoś porzucił, bo nie nadawały się do użycia, albo były nie modne....
 A tutaj te drzwi od strony Izby...
....i od Komory.

Pan Stanisław zabrał ościeżnice i zapowiedział odbiór już oczyszczonych rzeczy w sobotę po południu czyli można powiedzieć termin ekspresowy. Trzeba było zająć się czymś pożytecznym. Zabraliśmy się więc za czyszczenie piaskowcowej ościeżnicy drzwi prowadzących z kuchni do Komory.
 Stan wyjściowy - drzwi o ościeżnica widok od kuchni.
                                      Tak tuż przed demontażem.
Sama ościeżnica zapowiadała wiele pracy.....
 Od strony Komory pokryta była milionem warstw farb.
Władek przed rokiem musiał zastosować radykalne metody usuwania wgryzionej farby w kamień.
Dało to taki efekt. Na jakiś czas odechciało nam się czyścić kamienną ościeżnicę.
Postanowiliśmy mimo wszystko powalczyć ręcznie....
 coraz bardziej widoczne były efekty pracy.....
A tak wygląda  to po zakończeniu. Nic tylko osadzić drzwi. Już nazajutrz!
Następnego dnia pojechałem po oczyszczone ościeżnice:
 Wyszły nieźle! W przypadku drzwi spotkał nas spory zawód. Otóż skrzydło kuchenne okazało się być nadpalone! Pozostałe skrzydła OK!
Drzwi na które najbardziej liczyliśmy okazały się w prawie 50% uszkodzone. Do wymiany trzy płyciny, filung i boki. Efekt nieopłacalny. Trzeba będzie rozejrzeć się za "nowymi" starymi drzwiami. Może ktoś z Was dysponuje takimi?? Wymiary 87/170 cm.

Na zakończenie popracowaliśmy trochę przy południowym tarasie.
Już prawie można wypełnić widoczną część żwirem.

No i już trzeba było wracać. Wspomnę jeszcze o gościach, którzy nas odwiedzili w Siedzibie. Natrafili na nasz blog  szukając informacji o naprawie sklepień. W drodze do własnego domu bardzo podobnego do naszej Siedziby spotkaliśmy się na wymianę doświadczeń. Życzymy powodzenia Mariusz!

Pozdrawiamy znad Kwisy!

poniedziałek, 9 lipca 2012

Letnia gorączka.

No w tę sobotę było gorąco! Ponad 30 stopni. Prace, jak to prace przy takim ukropie nie ma rozmachu. Jako że przybyliśmy w rozszerzonym składzie trochę rozwinęliśmy front robót. Na pierwszy ogień poszedł... ogień.
Wygląda zastanawiająco, a to ognisko, które Władek rozpalił  ogromnym pniu lipy. Lipy ścięte zostały już dawno i prawie do końca zagospodarowane. Pozostał ogromny, pusty w środku pień. Nie wiadomo było jak się za niego zabrać. Pociąć piłą nie bardzo, bo poprzerastany ziemia i kamieniami. Ręcznie nie dalibyśmy rady. Chętnych do zabrania w charakterze gratisu nie było. Stąd ogień.
                                                Palił się samoczynnie i całkiem łatwo.


Tymczasem po ocienionej stronie moja pracowita żona Magda zajęła się lakierowaniem mebla kuchennego
Wyszło bajecznie, do tego półki w tym samym wybarwieniu (schną w innym miejscu)

Później zajęła się parapetami w izbie:
Poprostu REWELACJA - takie mamy zdanie na efekt końcowy.
No i izba nabiera charakteru....
Tymczasem ja zająłem się kosiarstwem. Po zeszłotygodniowej pracy z tym sprzętem:
czyli kosiarka do wysokich traw AS-MOTOR postanowiłem dalej powalczyć z trawskiem, które zawładnęło naszą łąkę.
Jeszcze trochę zostało do skoszenia, ale to następnym razem.

Kiedy kosiłem nasz mistrz murarski Feliks kończył pracę nad południowym tarasem. Trochę zmieniliśmy koncepcję. Postanowiliśmy przedłużyć część wybrukowaną aż do furtki za domem.
Tu trzeba rozwiązać problem odprowadzenia wody z rynny. Materiały już kupione.
                                                 A tu widok z przeciwnej strony.
             Feliks sprytnie obmurował studnię. Jeszcze wygląda to "roboczo" ale po wysypaniu żwiru nabierze wyglądu.
                                           Bruk z żabiej perspektywy.


Winorośl  ładnie odrosła i nawet pojawiły się kiście winogron.

Praca szła wartko. Wszyscy pomagali - nawet nasz synek.

To w sobotę w niedzielę pojechaliśmy z przyjacielską wizytą  do Przemka Było miło, obejrzeliśmy dom. Przemek walczy na wielu frontach, ale skutecznie!
Bardzo spodobało nam się sielskie obejście:
Fajnie było; już umówiliśmy się na ognisko!

No i po wekendzie.

Pozdrawiamy znad Kwisy!


niedziela, 1 lipca 2012

Przyjechaliśmy

Przyjechaliśmy rano i pogoda nas nieco zaskoczyła. Zapowiadano upał tymczasem rozpadało się na  przekór prognozie.... Momentami lało całkiem mocno.

Ale co tam deszcz! Już czekał na nas Stolarz -Franek, a w obejściu dowodził Mistrz Murarski -Feliks.
Franka wyczekiwaliśmy od dawna w związku z projektem, który powierzyliśmy mu  jakiś czas temu. Otóż Władek wykombinował stare belki stropowe z rozbieranego budynku, które dostały drugie życie w postaci mebli, na które zaczął przerabiać je Franek.

Tym razem Franek przerobił belki na postument do zlewozmywaka. Nie było to łatwe zadanie. Zlewozmywak lekko uszkodzony spędził kilka lat w ogródku jako kwietnik. Nie mogliśmy go przepuścić! Chociaż ważył chyba z 50kg wytaszczyliśmy go i poddaliśmy liftingowi czyli z pomocą Pana Czesia dorobiliśmy odpływ, który był wyłamany. W ten sposób mamy ceramiczny  super zlewozmywak. Pozostało zadanie dla Franka. Tu widać już etap dopasowywania przez stolarza otworu.
Tutaj już na miejscu. Pozostało wykończenie  - to już nasze zadanie.

Największą rewelacją wyjazdu okazała się kosiarka do wysokich traw jaka zawitała do nas. Zajmując się pracami w Siedzibie niezauważalnie jak zwykle zaskoczyła nas trawa jaka wyrosła wokół domu. Ogromna i poprzerastana chwastami stanowiła jak zwykle wyzwanie. Normalna kosiarka nie daje rady. Proszeni o pomoc miejscowi rolnicy nie bardzo garnęli się do tej pracy.
Z pomocą tej maszyny nie ma problemu z koszeniem! Doskonale widać to na zdjęciu. Władek opanował sprzęt niczym zawodowiec.

Ostatnio pisałem o podkładach kolejowych, które udało nam się zdobyć (towar deficytowy).  Z ich pomocą powstają kolejne elementy wypełniające przestrzeń wokół Siedziby. Powyżej widać już wkopane wokół tarasu. Przestrzeń wypełnimy jakimś materiałem naturalnym. Czy będzie to żwir, czy kamień - zobaczymy.
Tutaj od strony Kwisy.
 A tutaj od strony południowej

Fragment będzie wybrukowany, pozostała część zostanie wypełniona żwirem. W ten sposób od "słonecznej" strony Siedziba dostanie miejsce do posiedzenia.

Trochę pokosiliśmy. Pogoda zrobiła się upalna i było duszno. Jak widać kosiarka "daje radę"
Zajęliśmy się wybarwianiem drewna wewnątrz kuchni. Tutaj blat stołu i zabudowa wykonana przez Franka. Jeszcze trzeba polakierować, ale to następnym razem.

Ostatni produkt stolarski nabiera koloru.


Już po nabraniu koloru...Jak widać musieliśmy zdemontować całe wyposażenie kuchni, aby przystąpić do tej pracy.
Parapet i widok przez okno kuchenne.
Oba okna kuchenne wraz z blatem - stołem.
Jak widać udało nam się skosić sporą część trawy wokół Siedziby. Pozostała część następnym razem.
No i dzień, który rozpoczął się deszczem zaczął chylić się ku końcowi.

Pozdrawiamy znad Kwisy!

C.d.n.