Dom Nad Kwisą

Dom Nad Kwisą

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Niech się świeci w Nowy Rok!

Uff! Megakumulcja świąteczno-noworoczno-trójkrólowa dobiega końca. Tak jak wszyscy liczyliśmy na białe święta. Był nawet pomysł organizacji Wigilii  w Siedzibie. Po Ksawerym zostało wspomnienie na dachu budynku gospodarczego.
Tymczasem korzystając z coraz dłuższego dnia Władek elektryfikował Siedzibę.
Od światła zrobiło się miło i przyjemnie.

W ogóle z wyborem metody elektryfikacji mieliśmy kłopot. Otóż Siedziba została zelektryfikowana kilkadziesiąt lat po jej zbudowaniu. Chcieliśmy jak najbardziej trzymać się oryginału. We wnętrzu zachowały się pozostałości starej instalacji elektrycznej, która jednak nie nadawała się już do użytku. W oryginale wszystko działało na jednej fazie. My mamy trzy do dyspozycji. Instalacja w oryginale prowadzona była oddzielnymi przewodami w metalowych rurkach (tzw. rurki Bergmana). Gdzieniegdzie zamocowany był luźny kabel w osłonie bawełnianej. Ceny takiego kabla dzisiaj porażają. Rurki są dostępne wyłącznie plastikowe (Błeee!!!). Zastosowaliśmy więc instalację nadtynkową z wykorzystaniem dzisiejszych spełniających normy kabli ale wykorzystując w miarę możliwości stare lub przypominające je wyłączniki. Może nie jest to ideał ale tak to kiedyś było. Wszystko na wierzchu, co mocno dziwiło fachowca od tynków, bo przecież można kabelek pod tynk schować no nie? Jest jak jest. Nam odpowiada!






Tak to teraz w izbie wygląda.


Władek nie dał za wygraną i poszedł za ciosem elektryfikując korytarz, w którym zwykle panowały nieprzyjazne ciemności. Oto efekt jego pracy:







 Tu nastąpiła zmiana kloszy;)

No to niech się świeci Wam wszystkim w Nowy Rok!

9 komentarzy:

  1. i stała się jasność!U nas tez natynkowo- przynajmniej nie trzeba pamietać, gdzie lecą kable.Miejsce przy piecu-BOMBA!

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak nadtynkowo wszystko widać i poza tym chyba bezpieczniej w razie W.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fiat lux! Bardzo klimatycznie u Was. Też bym w takim domu kable na zewnątrz pozostawiła. Poza tym w razie czego...
    Niech się darzy!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. przefantastycznie! Nawet włączniki są cudne. Tylko pozazdrościć takiego zacięcia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Samych szczęśliwych dni życzę i dalszego pięknienia domu!
    Z ciekawości jedynie zapytam - czemu to tak po wierzchu z tą elektryką? Przecież rurki ołowiane chyba były pod tynkiem? - przynajmniej tak było w kamienicy mojego dziadka, przed wojną budowanej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Owszem rurki były stosowane pod tynkiem sam takie pamiętam. Jednakże w naszym przypadku najpierw powstał budynek, a dopiero po kilkudziesięciu latach położono przewody też w rurkach ale na wierzchu ścian. Nawiązaliśmy do tego.
    Dziękujemy za życzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Całkiem nieźle to wygląda. Czasem po prostu trzeba iść na kompromisy. Ja chyba wolę, żeby kabelków nie było widać, ale źle to nie wygląda i jeszcze możecie się podeprzeć tradycją, że tak było i już :-) Prawdopodobnie sama tak będę musiała zelektryfikować niektóre kąty w nowym domu, ponieważ szkoda mi pruć ścian, które są świeżo po malowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. No i cudnie! włączniki i gniazdka - rewelacja!

    OdpowiedzUsuń